Nie chciałbym, żeby ta strona zamieniła się w jednotematyczne forum pt. „obrona rządu przed dziennikarzami” oraz „czepianie się każdego słowa”, jednak niektóre opinie najwybitniejszych nawet komentatorów są tak jawnie nacechowane niechęcią oraz przesadzone w doborze określeń, że aż same proszą się o komentarz.
Bartosz Węglarczyk, publicysta „Gazety Wyborczej” specjalizujący się w tematyce międzynarodowej, w swoim blogu odszedł na moment od tychże spraw i w formie podcastu video skomentował dymisję szefa MON Radka Sikorskiego. Ponieważ do dyspozycji miał tylko kilkadziesiąt sekund, nie tracił czasu na owijanie w bawełnę:
[Bartosz Węglarczyk:]
„ Jeśli teraz cokolwiek tragicznego przydarzy się polskim żołnierzom w Iraku i Afganistanie, będzie to w całości, ta krew, spoczywać na rękach ludzi, którzy dopuścili do dymisji ministra Sikorskiego ”
Już widzę te tytuły w mediach- „Polski żołnierz zabity w Afganistanie przez ministra Macierewicza”, „Saper z polskiego kontyngentu wpadł w zasadzkę premiera Kaczyńskiego”. Ciekawe, czy taki komentarz napisze Bartosz Węglarczyk w „Gazecie” gdy- nie daj Boże- coś złego stanie się polskim wojskowym na którejś z misji?
Podobnie absurdalne zarzuty w kierunku PiS stawia Tomasz Lis w felietonie dla Wirtualnej Polski: „…sytuacja, w której ciesząca się bardzo małym poparciem ekipa nie tylko zdobywa władzę, jakiej nie mieli poprzednicy, ale może w ogromnym stopniu ignorować opinię publiczną świadczy o tym, że
[Tomasz Lis:]
„ mamy demokrację fasadową, czyli jednodniową. Ludzie są w takiej demokracji potrzebni niemal wyłącznie w dniu wyborów. A potem, elektorat zrobił swoje – elektorat może odejść ”
Czym Lis argumentuje taką ocenę? Tym, że obecny rząd nie dość, że sam ma bardzo niskie poparcie, które pozbawia go legitymizacji do rządzenia, to jeszcze ignoruje sondaże opinii publicznej, a to już jest „deprawacja moralna” i „autyzm”. Jeszcze niedawno autor programu „Co z tą Polską” mówił politykom (sprawiedliwie, ze wszystkich opcji) powołującym się na różne sondaże, że tak naprawdę liczy się tylko ten jeden sondaż w dniu wyborów.
Ale może teraz zmienił zdanie i jako znany orędownik zasady „taniego państwa” uważa, że zamiast organizować co 4 lata kosztowną elekcję, lepiej przeprowadzić co jakiś czas sondaż na 1000-osobowej próbie kwotowo-losowej. A może pójść jeszcze dalej- niech o wynikach wyborów i wszelkich decyzjach decydują na, przykładowo, cotygodniowej kolacji szefowie PBS, TNS-OBOP i innych firm badawczych?
Hm, chyba jednak chodzi o coś innego. Wydaje mi się, że obaj panowie wyznają zasadę: „Dajcie mi rząd PiS, a kij sam się znajdzie”.
P.S. Skoro była już mowa o ministrze Sikorskim, polecam mój tekst o jego dymisji w portalu Prawica.Net.